Odkąd zakupiłem statyw, odkrywam moc starego radzieckiego szkła Industar 61L 50mm. Wraz z pierścieniami pośrednimi stać to szkło naprawdę na fajne odwzorowanie skali 1:1, a nawet spore powiększenia. Tylko wiadomo: większe powiększenie(za pomocą pierścieni)=utrata jakości (rozdzielczości), poza tym zauważyłem dziwne zachowanie się bokeh-u, gdzie pojawiają się szumy, nawet na niskim ISO (tu 200):
nie mniej jednak szkło to potrafi oczarować. Powiększenie, piękne rozmycie (mimo wspomnianych szumów generowanych p-bnie przez zbyt dużą odległość matrycy od soczewek obiektywu), uchwycenie światła i kolorów przenosi mnie w świat magii, w świat "kingsajzu":
Jednak posługiwanie się tym szkłem nie jest łatwe, przy trzech pierścieniach pośrednich i najmniejszej przysłonie, każdy nawet milimetrowy ruch do przodu lub tyłu powoduje uciekanie ostrości lub obiektu z kadru. Autofokus Nam tu nie pomoże - bo go nie mamy - tak samo stabilizacja. Przydadzą Nam się wtedy sanki nastawcze, pozwalające przesuwać aparat w cztery strony z dokładnością do 0,5mm. Niezbędny może się również okazać woreczek z grochem, na którym możemy śmiało położyć sanki wraz aparatem (kiedy nie dysponujemy wyjątkowo niskim statywem, a obiekty są przy ziemi), pozwoli Nam to ochronić aparat przed ubrudzeniem w ciężkim terenie.
Podsumowując do Industara trzeba mieć cierpliwość, powoli się przyzwyczajać i uczyć. Z każdym użyciem go nabiera się doświadczenia i chęci robienia dalszych zdjęć. Polecam go wszystkim chętnym chcącym spróbować sił w makrofotografii, dysponującym niewielkim budżetem (ok. 200zł). Mi pozostaje tylko czekać na odrobinę czasu, światła i kadru aż znowu wyciągnę to niebanalne szkło z torby i przeniosę się w świat makro, świat wyobraźni, świat marzeń...
Darz Bór!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz